Pare lat temu pracowalam przez 6 miesiecy w luksusowym
hotelu na granicy Kaliforni i Nevady. Na poczatku bylam recepcjonistka.
Praca na frond desku nauczyla mnie jednej rzeczy: doceniana
znaczenia najnizej postawionych pracownikow, bo moga bardzo ale to BARDZO
skoplikowac nasze zycie.
Hotel byl, jak pisalam dosyc luksusowy. W kazdym pokoju dwie
lazienki, ogromne lozka, wszystko w zasadzie nowe, blyszczace czystoscia. W
sezonie noc w najtanszym pokoju kosztowala $250, w najdrozszym… pare tysiecy
dolarow.
Ale nie wszystkie pokoje byly takie same… niektore
znajdowaly sie obok windy.
W tych zupenie najblizej windy mialo sie wrazenie, ze winda
nie jest tuz obok, ale dokladnie na srodku pokoju. Czym nizej polozony byl taki
pokoj, tym trudniej bylo usnac w nocy:). Najbardziej feralny byl pokoj 305.
Hotel mial 17 pieter wiec wszystkie winy musialy przejechac przez 3 pietro,
pierwsze na ktorym znajdowaly sie pokoje. Poza tym pokoj przez swoje wspaniale
okno pozwalal bardzo dokladnie ogladac rozlozysty parking a nie jezioro lub
gory jak oczekiwali klienci.
Przechodzac do sedna sprawy. Jesli jakis klient zalazl nam
za skore dawalismy mu pokoj 305. Jesli wiedzial co go czeka, probowal sie
pieklic. Ale nie widzial ile wolnych pokoi mamy do dyspozycji (razem 517), bo
ekran byl przed nim ukryty. Czasem rozjuszony wzywal supervisora. Ten moze i
chcialby pomoc klientowi, ale wiedzial, ze MY zostaniemy a ON za 2 dni
odjedzie, wiec podpadanie nam jest niebezpieczne.
Zazwyczaj wiec szukal, szukal i szukal innego pokoju wsrod
setek, ktore jeszcze danego dnia pozostaly wolne a nastepnie mowil: bardzo mi
przykro, ale zostalo juz tylko 305, inne pokoje sa juz zajete. Ale to na prawde
wspanialy pokoj. /No, wspanialy tyle, ze z winda w srodku:)/
Od tego czasu staram sie jeszcze bardziej doceniac prace
sekretarek, sprzataczek, pielegniarek, kelnerow itd. Ich przychylne
nastawienie, albo nienawisc, moga miec BARDZO a wrecz NIEZWYKLE DUZE ZNACZENIE.
Pozdrowienia z Pragi!