- Slub
i wesele byly bardzo ladne. Panna mloda miala powalajaca sukienke! Osobom gratulujacym
pod kosciolem rozdawali slicznie zapakowane cukierki z podziekowaniem za
zyczenia (pierwszy raz takie cudo widzialam). Panstwo mlodzi doskonale opiekowali
sie cala banda podczas przyjecia. Co jeszcze raz utwierdza mnie w
przekonaniu, ze ja sie nie nadaje, bo ja bym umarla gdybym z moimi
cudownymi umiejetnosciami miala obtanczyc wszystkich wujkow i znajomych.
Bylo przyjemnie, choc wyszlismy bardzo wczesnie, zeby jechac do Mamy. - Dla
zainteresowanych: Pan Boski nadal pozostaje zamieniony w golebia. Ostatnio
nawet sie nie czepia, ze jestem malo aktywna, wiec w nagrode chodze z nim
na spacery (juz 6 miesiecy grucha, musial doznac jakiegos urazu!!! Z drobnymi
incydentami to gruchanie, oczywiscie, na swietego zadne z nas sie nie nadaje) - Mam
malerie – bo jesli nie malarie to ja nie wiem co. Codziennie ok. 5-6 rano
mam goraczke dreszcze i umieram z zimna pod szyta na miare, obiektywnie
niezwykle ciepla pierzyna, pod ktora normalny czlowiek gotuje sie w zimie. Czy ktos ma jakis pomysl?