Ufff, znowu
w klimatyzowanym biurze.
Wczoraj
mialam w sumie 3 spotkania + 10h drogi w autobusie. W drodze powrotnej celnik
mnie niedobudzil!!! i nie zobaczyl mojego paszportu. No coz, wstawalam o 4:20
wiec baterie wybily sie wczesniej niz zwykle.
Przed
chwila wrocilam z malej konferencji prasowej, przyszlo 8 z 10 zaproszonych, co
uwazam za stosunkowy sukces. Pan z CTA czy CIA zrobil mi fure zdjec i obiecal
jakies przyslac, jesli tak zrobi to moze pokaze. Bylo przyjemnie. Pogadalam
sobie z dziennikarzami o Narodowym Banku Czeskim, o grupie docelowej duzych
domow maklerskich w Czechach i oczywiscie o tym, ze jest za goraco. Bylo za
goraco nawet w niby- klimatyzowanym Café Louvre czy jak sie to pisze.
Czeka mnie
jeszcze pare fantastycznych narad, duzo maili i telefonow, a o 17:30 spotkam
sie z kandydatka na asystentke. Ta poprzednia zostala wyrzucona. Z moim
przyzwoleniem, ale nie z mojej inicjatywy. Wzielam ja liczac, ze zastosuje sie
do starej dobrej benedyktynskiej zasady “modl sie i pracuj” , ale ona jeszcze
do tego gadala. A tu nie warto gadac zbyt wiele. Tak wiec jak przyszli z
prosba, zeby jednak out, bo ich ze soba skloca, pozwolilam. Pod koniec dnia
poznam nowa Pania. Zobaczymy.