Nienawidze byc
petentem. Nieznosze przychodzic do „fabryki“ np. na 11:35, bo jejmosc-Pani
akurat wtedy na 5 minut otworzy swoje okienko. Nastepnie czekac na swoja
kolejke 2 godziny, bo 6 babc i 14 dziadkow warowalo juz od 5:06, zeby dostac
sie wczesniej przed oblicze najjasniejszej/go.
Ok, po jakims
czasie wejde. Co mi jest? Zawsze za malo.
Goraczka
tylko 37,4C?
Eee co to za goraczka. Gardlo niby czerwone, ale nie tak bardzo. Katar, no tak,
karat, ale to maja wszyscy. Nawet na mnie nie spojrzy!
–
Pani
przyszla po zwolnienie?
–
Nie,
przyszlam, zeby mnie Pani zbadala!
–
To
zwolnienia nie chce?
–
Nie wiem, to nie ja powinnam zdecydowac.
–
No
to chce, czy nie chce? Jak ma goraczke to moze byc zwolnienie. Ale jest wyzsza,
bo ta to taka mala.
–
Ale
ja nie miewam wyzszych.
– Bo Pani moda, zdrowa. To co, pisac aspiryne i witamine
C? (Pani zwykle oferuje to, albo antybiotyki, a co?!)
–
Nie, mam.
–
To
do widzenia, Pancjenci!!! (w domysle: Ci z prawdziwymi chorobami) czekaja!
Od lat,
zawsze tak samo.
Dlatego nie
chodze do lekarzy. Laski
bez. Jak kiedys bede miala 42C
to oni przyjda.
NOWOSCI (14:21):
a) podpisalismy umowe o kredyt. Wyglada na to, ze za miesiac bedziemy mieszkac w nowym mieszkaniu!!?? W kazdym razie kasa raczej bedzie:)
b) od jutra do niedzieli bede sie bajerowac z fantastyczna rodzina Pana Boskiego na Morawie, chyba zeby goraczka skoczyla!! to bym 4 dni lezala w lozeczku w Pradze. Obiecuje!!!