CZY JA PISALAM, ZE BOSKI?

Podpisana
umowa. Zlozonych 27 podpisow (doslownie) w obecnosci notariusza, pieniazki
zaczynaja sie przesuwac na rachunkach. Za tydzien w niedziele nastanie godzina
"P" od przeprowadzki.

W zwiazku z
tym zaczyna mi sie podpsuwac Pan Boski. Jedno jest pewne, z blizej nieznanych
powodow stresujace sa dla nas absolutnie inne sytuacje.

Co
konkretnie: Pan Boski (?) ma problemy z przygotowaniami do teleportacji. Jak
jedzie na tydzien to juz tydzien wczesniej robi sobie liste potrzebnych rzeczy,
nie mowie o sytuacjach jak jedzie na dluzej, bo wtedy tydzien wczesniej jest
juz spakowany. A teraz mamy przeniesc wszystko!!!

Przeprowadzamy
sie o 2 (slownie: dwa) budynki dalej, czyli ok. 70 moze 100m. Z mojego punktu
widzenia zadna logistyka. Trzeba bedzie przeleciec sie 80 tysiecy razy z jakas
reklamowka i pudelkiem i bedzie z glowy. To dla mnie. Dla niego to lot w
kosmos. Rodzice przywioza pudelka do pakowania z miasta L, oddalonego o 90 km!!! Cala rodzina
planuje i panikuje.

Chce
przyjechac Tatus. Probuje przekonac Pana Boskiego (?), ze skoro Tatusia
stresuje spakowanie koszyka w supermarkecie to przy przenoszeniu domu dostanie
kociokwiku! A ja razem z nim. Ale Pan Boski chyba czulby sie bezpieczniej (po
moim trupie!). Bylo by 2 zamiast jednego do marudzenia i ukladania rzeczy w
pudelku, zeby je potem niesc na te szalona odleglosc
(Ordung must sein!!!)

Tlumacze
jak dziecku, ze duzo bardziej by pomoglo, gdyby przypetali sie jacys jego
koledzy, to bedzie szybciej. Ale nie, kolegow nie mozna przeciazac. A sami nie
wpadna, ze mogliby pomoc (to taka czeska przyjazn jest). Z mojej strony tez nie
ma falujacych dawow chetnych do pomocy, ale jednak ktos jest, mimo iz jestem z
zupelnie innej wsi, ale przypominanie mu o tym rowniez mu uwlacza.

Konczy sie
na tym, ze Pan Boski (?) jest marudny, o wszystko, juz teraz. To jego
przygotowania. A jam u nawet nie moge oka wybic, bo ktos jednak musi przeniesc
prale i telewizor.

Leave a comment