PIERWSZY WEEKEND W NOWYM DOMU

Domek
(mieszkanie) jest cudowne. Ma wiele wad, miedzy nimi wielkosc, ktora nie
pozwoli nam mieszkac tam do smierci (hi hi:) Poza tym mnie zachwyca. Jest w nim cicho
(no kibel wydaje odglosy bo mieszkamy na parterze), przyjemnie i dobrze mi tak.

W sobote
odwiedzily mnie Polki w Pradze, czesc wlacznie z latorosla, wzglednie druga
polowa. Nawiezli prezentow (kwiatek, wazonik, filizaneczki, swieca piekna, wiktualy itd…).
Byli wyrozumiali dla stanu wyposazenia naszego mieszkania. Na 10 osob,
przypadaly 4 krzesla i jeden fotel! (wszystko pozyczone) I zgodnie twierdzili, ze tez im sie domek podoba! (sprobowali by nie:))), zartuje, no!)

Pana
Boskiego tradycyjnie nie bylo. Pasl sie w gorach u mamusi. Nawet sie zmartwil
jak sie dowiedzial jaka byla impreza. Zjadl ostatki przynajmniej:)

Myslalam,
ze po powrocie nastapi druga czesc piatkowego ataku pod znanym tytulem “kobieta
jest odpowiadzialna za porzadek, a Ty masz tutaj burdel”, ale okazalo sie, ze
moje niedzielne lizanie podlog spelnilo standardy ISO i Pan Boski dal mi spokoj.
Wiec wieczor byl fajny. Nawet udalo nam sie w Ikea kupic za duza, niepotrzebna
szafeczke, ktora bedziemy musieli oddac. Ale to nas tylko ubawilo. Zaczyna sie
dobry tydzien. Czuje to w kosciach. Serio!

Leave a comment