ESTO TAMBIÉN PASARÁ (To tez minie)

Nadal jest
we mnie duzo wakacyjnego spokoju. Chodze do tej pracy, patrze sie na tego
szefika, ktory na 2000000% musi wyleciec, bo za cholere nie potrafi robic tego co
powinien i rece mi opadaja. Ile czasu jeszcze zostalo? Do jego konca, do konca
projektu?

Najgorsze
jest to, ze ja w ten projekt juz nie wierze, wiec nawet bujanie w oblokach nie
wchodzi w gre. Ach jo. Martwienie praca jest przeciez takie nierozsadne. Jak
jest slaba, powinna byc tylko dodatkiem do zycia, nie jego sensem. Po co robic sobie
z mysli pieklo? Nie robie nic zeby pracy zmienic, to w jakim celu sie
zamartwiam? Ze strachu. Standardzik. Poprosze dwa kontrastrachy w pigulce!

Leave a comment