„Syndrom sztokholmski – stan psychiczny, który pojawia się u ofiar
porwania lub u zakładników, wyrażający się odczuwaniem sympatii i solidarności
z osobami je przetrzymującymi. Może osiągnąć taki stopień, że osoby więzione
pomagają swoim prześladowcom w osiągnięciu ich celów lub w ucieczce przed
policją.
Syndrom ten jest skutkiem psychologicznych reakcji na silny stres oraz
rezultatem podejmowanych przez porwanych prób zwrócenia się do prześladowców i
wywołania u nich współczucia.“
Czasem jak slucham wywodow Pana Boskiego na temat mojej beznadziejnej osoby wsrod
ktorzych przewazaja informace na temat mojego bezgranicznego balaganiarstwa,
niezdyscyplinowania, pracoholizmu itd itd zaczynam sie zastanawiac czy nie
wyszlam przypadkiem z Kreditbanku w Norrmalmstorg i nie probuje przekonac
lozy szydercow, ze Pan Boski nie jest taki zly choc, czasem palma mu odbija.
Ostatnie wypalmowanie nastapilo w niedziele, poniewaz, uwaga: w czasie 26 godzinnych
odwiedzin Siostry z rodzina niedostatecznie poswiecilam sie utrzymywaniu porzadku. Pole walki:
56m 2 , obsada: czworo doroslych i dwoje zupelnie nieanemicznych dzieci, a ja smialam zajmowac
sie czyms innym niz sprzataniem. Powiedzial mi: to co? moglas tez posilkow nie
przygotowywac, zeby byc "bardziej z nimi", myjac naczynia tez mozna
rozmawiac.
I ja je kurnia mylam!!! W akcie kary mnie na noc do kuchni wywalil!
Tlumaczy go tylko to, ze
wczoraj przyczolgal sie z wlasnej woli i zlozyl autokrytyke. A nastepnie
nie widzac nadziei na calkowite odpuszczenie, wywalil do kuchni rowniez siebie, tym samym
nas z misiem (nieomal) zrzucajac z materaca. Pewnie liczy, ze go nie
zastrzele z luku. Otoz zastrzele, ale moze przesune egzekucje (jak zwykle).