A KU KU

Bylam na uczelni. Uczelnia dodaje skrzydel, nie trzeba Red Bulla. Ide tam i czuje sie super swietnie i jestem na siebie wsciekla, ze poswiecam tej idiotycznej pracy wiecej czasu niz jest absolutnie koniecznie a na szkole czasu brak.
Mam fantastyczne plany, pomysly na publikacje, spogladam na pieknie odnowiona biblioteke,  gadam z mila pania w dziekanacie (dzien dobroci dla doktoranta chyba byl).
A potem wracam do pracy i praca mnie lekko przywala i tak jecze przygnieciona i kazdego dnia badziej plaska i znudzona i zniechecona i do szkoly robie coraz mniej i mniej. I siedzie kazdego dnia dluzej i dluzej… ucieka powietrze.
W dalszej kolejnosci przychodzi zlosc i but, ze powinnam starac sie bardziej, poskromic lenistwo.
 Bunt zaczyna piskac cichutko.W ostatnim momencie, tuz przed wywieszeniem bialej flagi zdobywam sie na wielki czyn: ide na uczelnie…

Wiec dzisiaj, wesolo macham nowymi skrzydelkami!

Leave a comment