NOWY YORK, CZWARTA RANO

Poszlam spac o 21:12, wstawalam o 6:50 a ciagle jestem niewyspana. Jakby powiedziala Mama: jeszcze mi sie zoltko nie obudzilo.

Co nowego? nic. Jutro ide sluzbowo na koncert Shakiry. A dzis mam wielka ochote ukatrupic jednego informatyka. ON ma zdanie na temat kolejnosci czegos tam i olewa moje prosby o zmiane. Prosilam 2 razy. Daje mu czas do poniedzialku, wtedy przestane prosic. Jak kopne w ten poniemiecki czajnik, to pokrywka podskoczy!

Pan Boski idzie jutro w muszce (sic!) na jakas bardzo wazna impreze, wiec na weekend zostaje w domu. Ha! nie uprzedzil wystarczajaco wczesnie i musial pogodzic sie z faktem, ze weekend mam jakby zaplanowany. Zawsze jest zdzwiony. Tak jak ja bylam, na poczatku, jak mnie zostawial sama, albo kazal co tydzien jezdzic do mamusi. Nie pamieta teorii Darwina, zeby przetrwac trzeba sie dostosowac do okolicznosci. Z tym, ze teraz okolicznosci stwarzam ja.

Nawiasem mowiac  zmienila nam sie praca nieomal dokladnie w tym samym momencie. Tyle, ze on dostal  podwladnych w  4 krajach, ja w jednym, ale 2 razy wiecej. Jeden drugiemu przepominamy, ze nie mozemy krytykowac firmy, faworyzowac, pochopnie oceniac. Fajnie jest. Tyle, ze on tak bedzie mial do konca zycia a ja mam 30 lat, wiec tylko tak na probe niz sie zakopie w pieluchy czy tym podobne. A do tego jestem tak skrajnie malo ambitna, ze chyba nawet nie bedzie mi zal.

Leave a comment