LEW POLNEJ DROGI

Od czasu zakupienia Hipolita ucze sie dowodzic bolidem. Potrafie juz zmieniac biegi (choc czasem z 3 na 2 wyjdzie mi gorzej niz lepiej), startowac, cofac, stawac, przejezdzac przez mostek na zakrecie miejajc sie z inna rospedzona maszyna, ale musze przyznac, ze ciagle jeszcze widok innego autka sunacego za mna napawa mnie watpliwosciami. Jeszcze sporo wody uplynie zanim wyrusze w sina dal bez pilota.
Smiejemy sie z Panem Boskim, ze Hipolit cerpi na syndrom sztokholmski, bo najwyrazniej mnie lubi, a biorac pod uwage tortury jakim go poddaje, nie powinien.

Poza tym jestem dzisiaj sliczna. O 16:00 zaczyna mi sie obrona projektu, a wychodzac z zalozenia, ze wszystkie skuteczne argumenty mozna uwazac za merytoryczne… ubralam sie odpowiednio. Dzialanie stroju (spodnie, szpilki, nieco przy kusa biala bluzeczka z ledwoco zapinajacymi sie guziczkami – ha ha da sie + powiewajace wlosy i rzesy:) wyprobowalam na niewinnych facetach, ktorzy wyraznie stoczyli ciezka walke z wlasnym wzrokiem jak wieczorem wyszlam na taras pokazac sie Panu Boskiemu. No, nie licze, ze Panu finansowemu dech odbierze, ale powiedzny, ze jakies 2-3% na nasza korzysc powinnam zarobic. Sama jestem ciekawa czy dostaniemy kase. Trzymajcie kciuki! ale bez paniki. Nie uda sie dzis, uda za miesiac:)

Leave a comment