DESIGNERSKI POTWOREK

Jezeli jednego pieknego dnia nie zdecydujemy sie na zakup domu, prawdopodobnie juz nigdy nie wyrowadzimy sie z dzielnicy w ktorej aktualnie mieszkamy. Jest tam wszystko od parku po szpital a wraz z otwarciem hotelu i centrum handlowego nieopodal bedziemy nawet mieli rozsadniejszy sklep.

Nasze aktualne mieszkanko -jak juz wielokrotnie pisalam – jest w moich oczach absolutnie najpiekniejsze na swiecie. Ma w zasadzie tylko jednou wade, jest male.

Po przydlugim wstepie przechodze do sedna:
bylismy ogladac inne- 100m w zamknietym kompleksie po drugiej stronie parku.
Kompleks jest bardzo ladny ( w srodku jeszcze ladniejszy niz sie wydaje z zabramowej perspektywy). Miedzy domami rosna wysokie drzewa a z okien mieszkania mielbysmy widok na park i na rzeczke. Spokojnie mozna wypuscic samego bajtla w wieku 3+ i na 99% nic by sie mu nie stalo.

A teraz jak zwykle w takich sytuacjach teraz przychodzi czesc sensacyjna:

Wlasciciel mieszkania charakteryzowal sie ciezkim brakiem gustu. Wszystkie drzwi sa drewniane… ale kazde innego koloru (czerwone, zolte, fioletowe, niebieskie, brazowe). Zamiast parkietu postanowil wylozyc podlogi czarno – bialymi kafelkami. Lazienka jest spora i wygodna ALE w koloze zolto-fioletowym. W drugiej zamontowali dodatkowo lekko przy wielki brodzik wiec nie otwieraja sie drzwi (kolory niebiesko-fioletowe). Zamontowane szafy sa funkcjonalne ale w kolorze srebrno – szarym.

Do tego mieszkanie bylo tuz pod dachem. Lubie ciepelko, ale >30C w mieszkanku o 19:05 to jednak lekka przesada. W koncu to nowe mieszkanie, mogliby pomyslec o jakiejs rozsadnej wentylacji…

A wiec przeprowadzka na druga strone parku odlozona do odwolania. Po powrocie do domu znowu moglismy cieszyc oko czeresniowym parkietem i wikinowym fotelem na balkonie.

XXX
Od Haneczki, trzymajcie bo umre ze smiechu (choc nie wiem czemu mnie to tak bawi:):

Facet u kochanki (maż na delegacji), a tu nagle klucz w zamku grzebie…
Babka, niewiele myśląc, mówi mu:
– Stań na środku, tak jak jesteś – goły, a ja powiem staremu, że taka statuę kupiłam.
Maż wchodzi, rozgląda się, zauważa:
– A to co?!
– No… kupiłam taka statuę, znajomi też maja, teraz taka moda…
Maż machnął ręka i poszedł spać. Żona też. W środku nocy maż wstaje, idzie
do kuchni, wyciąga chleb, smaruje masełkiem, kładzie szyneczkę, serek,
ogóreczka… podchodzi do statuy i wręcza ze słowami:
– Masz, ja tak trzy dni stałem, żeby choć ku… nakarmiła…

Leave a comment