Powoli zaczynam kompletowac naukowe dowody na to, ze jesem kotem.
Kazdego roku, mniej wiecej o tej samej porze roku – w sierpniu – zaczynam liniec. Wyglada to katastrofalnie. Grzebien pelny dlugich czarnych wlosow, wlosy na umywalce, wlosy na poduszce. Placz i zgrzytanie zebami.
Gdyby nie fakt, ze to juz kolejna powtorka z rozrywki a ciagle jeszcze czubek glowy przykrywa mi ciemnobrazowa czapeczka, zaczynalabym myslec, ze linieni, ze wzgledu na intensywnosc, zaczyna sie ostatni raz w moim zyciu.
Tak wiec moje cierpienie jest przepelniowe wiara, ze cos mi jeszcze po tej masakrze na glowie zostanie. Na moja korzysc przemawia rowniez to, ze slub juz mial miejsce i nie odbede ceremonialu w charakterze lysej spiewaczki. A pewne obawy byly…:)
Wlosy ubywaja, ale – na oko – tak 5 – 10 lat powinnam jeszcze przetrwac bez glacy, kto wie, moze i dluzej. Zeby sobie poprawic humor wymyslilam teorie, ze jestem troche kotem i zmieniam siersc na jesien co potwierdza moje linienie i tulliwosc.
A jak to tak czytam mam wrazenie, ze mozg tez mam troche kota, ale to od wczesniejszego wstawania. Lece. Miuaaaaau