Mam taka dluga liste drobnych zmartwien, ze chyba sie przewroce.
Drobne – gigantyczne zmartwienie na teraz –>powiedziec Panu Boskiemu, ze o 18:00 nie moge byc na drugim koncu miasta w cel ogladania mieszkania (ktorego nie kupimy na 99%) bo od 16:00 mam bardzo wazna narade, ktora zwolalam i prowadze ja i nie ma sily, zeby skonczyla sie o 17:00.
Pan Boski ma taka fenomenalna zdolnosc, ze jak mu mowie, ze jest mi zle to on sie tego tak boi, ze natychmiast mi dowali jeszcze bardziej. Zupelnie serio wierze, ze to ze strachu nie ze zlej woli. Niestety efekt pozostaje ten sam:Pan Boski marudzi, ze jestem w pracy za dlugo i nie jestem z nim (czytaj nie ide na zakupy i nie gotuje, bo to ponizej jego godnosci). A ja pewne rzeczy zrobic musze a potem tak sie boje tego jego marudzenia, ze najchetniej zostalabym w pracy na noc.
Ale juz sie czuje oczko lepiej niz wczoraj. Czyli zle, ale tendencja zwyzkowa.