Pan Boski ma borelioze. A bylo to tak… w czasie podrozy na Madere na lydce Pana Boskiego pojawilo sie tajemnicze jajo koloru czerwonego. Kazalam mu isc do lekarza, na co on niechetnie sie zgodzil. Pani doktor obejrzala jajo, lekusko zasugerowala, ze ma hipochondryczne sklonnosci, ale z laski na ucieche dala mu skierowanie na badanie. Poszedl i zapomial. Tydzien temu mu przypomnialam. Zadzwonil do kobiety i okazalo sie, ze wynik jest: silny pozytywny. Borelioza!
Biorac pod uwage okolicznosc, ze zwykle temperatura 37,2 C doprowadza Pana Boskiego do drgawek i palpitacji serca, diagnozowana borelioza oznacza conajmniej smierc kliniczna. Trzyma sie jednak zaskakujaco dzielnie.
Wieczorem ogladalismy Dr. Housa. Bylo o panience, ktora ma intensywna alergie na wszystko + miala przeszczep serca a teraz ataki sie nasilily. Az tak bardzo, ze zaczeto rozwazac nowy przeszczep, piana leciala jej z ust, miala syndrom kaczej nogi prowadzacy do paralizu i inne rownie grozne… innymi slowy dwa kroki od stanu "toudi forever". Na samym koncu okazalo sie, ze co bylo przyczyna? KLESZCZ, prosze Panstwa. Alergia na kleszcza, ale jednak.
Pan Boski ciezko ukrywal poruszenie i bardzo sie zmniejszyl. Byl taki malutki z obaw, ze do lozka kladlam nieomal niemowlaka. Takiego mam malutkiego Pana Boskiego z borelioza. Jedno szczescie, ze nie mial jeszcze przeszczepu serca to bylby strach!