Tak sobie mysle, ze dla polityka zdobycie funkcji prezydenta panstwa to swego rodzaju mistrzostwo swiata. Dalej nie ma juz nic. Ewentualnie druga kadencja.
To znaczy, ze jest to funkcja polityczna, ktora powinna sklaniac do merytorycznej, cichej pracy w blasku reflektorow. Taki prezydent moze sobie pozwolic na mowienie prawdy, bo zdobyl juz wszystko. Porownala bym go do kadencyjnego krola. Kase juz ma, a jesli nie, jak sie skonczy kadencja dostanie lukratywne miejsce tam czy onam. Bo w sumie ile czlowiek jest w stanie wydac miesiecznie? 20 tis? 40? to juz trzeba byc niezwykle rozrzutnym a to dla bylego prezydenta zaden pieniadz.
Prezydent nie powinien brac udzialu w grach partyjnych, bo w dluzszym horyzoncie czasu moze sobie tylko zaszkodzic. To tak jakbym ja wdawala sie w male bitwy charakterkow w mojej firmie. Za jakis czas musiala bym byc komus za cos wdzieczna i stanac po czyjes stronie wbrew wlasnym pogladom. Jak sie da, a da sie nieomal zawsze, nalezy tego uniknac.
Ale jednak panowie prezydenci nie potrafia zapomniec o swoich ambicjach, nawet jesli rozbicie banku maja juz za soba. Na przyklad taki rozwydrzony Kaczorek albo super-swinia Putin.
I w tym momencie zaczynam myslec o wspominanej kiedys kobiecej solidarnosci, ktora mozna by bylo wykorzystac w celu zmiany aktualnego status quo na scenie politycznej. Z moich doswiadczen wynika, ze Kobiety nie sa tak strasznie dumne i zachlanne. Wiec byc moze, gdyby ktoras stala sie prezydentem, moglaby spokojnie pelnic swoja funkcje ku chwale ojczyzny a przy tym nie skupiala by sie na realizacji wlasnych interesow. Solidarne kobiety mogly by ja wybrac (pol swiata to Kobiety, to jest fakt Madame)
Pytanie, czy normalna Kobieta chciala by sie mieszac do polityki… a jesli by chciala, czy by to byla normalna Kobieta, pozostawiam, na razie, bez odpowiedzi.