Na lawce przed dworcem glownym siedzialo 3 brudnych i smierdzacych cyganow, usmiechnietych od ucha do ucha. Pili piwo a najmniejszy jadl bulke z reklamowki w niebieski paski. Jeden trzymal pod pacha radio z czasow mlodosci mojej mamy, podlaczone do budki z piwem chyba 5 przedluzaczamy. A radio skrzypialo glosnym Tangiem Milonga.
Szlam obok nich w charakterze wystrojonej paniusi i myslalam kto z nas bedzie mial lepszy dzien?
___________________________
Wczoraj przezylam najsmieszniejsza narade w moim zyciu. Jakos tak zbiegiem okolicznosci wypadlo na to, ze po latach swietlnych bedzie ja prowadzil ktos inny. A ja postanowilam, ze wykorzystam ten czas i bede sie bawic. Co rozumiem pod pojeciem bawic? , ze nie bede chlopcow uspokajac, nie bede przerywac jak akurat wlaczy im sie slowotok, bede sie smiac i robic wszystko to na co mam ochote, ale nie moge, bo to ja musze sprawic aby wszystko bylo szybko i efektywnie.
Fantastyczna narada! Dawno tak nie odpoczelam. No dobrze, mogla byc o godzine krotsza z podobnym wynikiem. No i co? Ale pewnie wtedy bym nie rzucala w informatykow cukrem w torebce :))
Takie cudo moze sie zdarzyc tylko raz na jakis czas. Z prace wyszlam zupelnie odpoczeta. Jak to fajnie chwile nie byc za wszystko odpowiedzialnym 🙂