Moje wpisy dziela sie na wyspane i niewyspane. Ten zdecudowanie nalezy do tej drugiej grupy.
Moja niechec do przygotowywania prezentacji byla wczoraj tak wielka, ze wymyslilam tylko texty (a to tez bardziej draft niz konkretne texty) i poslalam naszemu in-house grafikowi, zeby przygotowal reszte. Metoda prob i bledow przygotowal to co potrzebowalam a gotowe dzielo moglam odeslac kilka minut temu czyli jakies 8h i 15 minut po terminie. Zaczynam olewac terminy mojego "nowego, slowackiego szefa", bo gosc sam nie traktuje ich powaznie. Najpierw wymysla termin " na wczoraj", ja siedze do nocy a po tygodniu sie odzywa, ze nie moze otworzyc zalaczonego pliku… ja wiem… specjalnie mu posylam materialy w formacie, ktorego nie ma, zeby sprawdzic czy swinia placata zada sobie trud przeczytania, jesli juz siedzie do 20:30 w pracy. Zada… po tygodniu.
No wiec wczoraj najadlam sie cudownie w takiej fajnej meksykanskiej restauracji i wrocilam do domu o 23 a potem jeszcze czytalam i gadalam z Panem Boskim i teraz jestem niewyspana. Pan Boski powiedzial w pracy, ze idzie do lekarza (co w tutejszym hipohondrycznym swiecie nie jest niczym niezwyklym) i spi do 10. Ten sie ma. Mnie o 9:00 przyjda 3 panienki, ktore beda dla nas jakis czas pracowaly i musze sprawdzic czy sa dla nich przygotowane komputery, umowy, programy. Ale dzisiaj nie bede siedziec dlugo bo musze sie wyspac. Wczorajsza niechec do produkowania prezentacji bardzo mnie zmeczyla. Musze wypoczac 🙂