dostalam maile od 3 czytelnikow z zapytaniem czy przypadkiem nie jestem w ciazy? NIE JESTEM.
A gdybym nawet byla, to niby za co by sie mnie mialo sadzic? Chyba bym z jakims nie-Boskim musiala to dziecie wyprodukowac. A tu, jak na zlosc, nawet wierna jestem.
Przyznaje, od czasu do czasu przetoczy sie jakis zainteresowany moja niewiernoscia… ale jak sie zorientuje, ze moje wdzieki sprzedawane sa wylacznie w komplecie z marudzeniem, wymaganiami (a co?!:), przekonaniem, ze bede mu na uszach wisiala juz do smierci i koniecznoscia zakupu biblioteki na 2000 ksiazek, to zwykle taki zainteresowany rezygnuje szybciej a czasem pozniej, ale rezygnuje.
Ale tym sie aktualnie nie martwie, wazne zeby byl ruch w interesie:))
Dobra, dobra zartuje. Postanowilam miec dzisiaj dobry humor i tego bede sie trzymac. Takze jeszcze raz: nie jestem w ciazy, nie ma co zalowac, zazdroscic ani gratulowac. Jak bede to oglosze urbi et orbi. Obiecuje.