Wycieczka… hmm. No to nie jest latwo w paru slowach opisac tak intensywne przezycia. A dlugi weekend z tesciami to niewatpliwie wyzwanie.
Zaczne wiec od strony formalniej.
Trasa:
dzien 1
Wenecja
Pierwsza i 3 noc spalismy w najpieknejszym na swiecie B&B. Goraco polecam. Przepiekny, przeczysty, przesympatyczny, swietnie polozony. Jak na zdjeciach.
Bomba! http://www.casamartini.it/
dzien 2
Bolonia, Florencja
tutaj rownies spalismy w ladnym hostelu, ale juz nie tak powalajaco cudownym jak w Wenecji
dzien 3
Modena, Padwa, Werona
dzien 4
Wenecja
Czy to za malo czasu, zeby zobaczyc tyle miast? zalezy od punktu widzenia. Jak juz wielokrotnie wspominalam nie jestem typem turysty, ktory godzinami sleczy nad przewodnikami, zeby dokladnie wiedziec kto kiedy i dlaczego. Lubie wrazenia. Lubie chodzic jak ciele, gubic sie, gapic sie na wszystko co mnie otacza i wybierac gdzie jeszcze wroce.
A przede wszystkim w tej konkretnej sytuacji moi tesciowie uwazaja, ze dysponuje podobna iloscia wiadomosci co encyklopedia powrzechna 8 tomowa, wiec gdybym dala im choc cien szansy zamiast ograniczyc sie do wskazania "charakterystycznego dla stylu biforium" musialabym znac rowniez autora tynku na scianie, a to ja zupelnie serio nie.
Tesciowie… zawsze psiocze na Mame Pana Boskiego… ale po tym 4 dniowym doswiadczeniu musze urbi et urbi oglosic, ze to swieta kobita.
Tesciu jak jest zdenerwowany (albo choc ma okazje) GADA. Chce podkreslic, ze mowi NIEUSTANNIE. Powtarza te same zdanie, opowiadania, 10 razy wraca do juz opowiedzianych sytuacji albo wlasnymi slowami opowiada co wlasnie widzimy!!!!. Do tego gada… w jezykach obcych. Gdyby sie chlop ograniczyl do mowienia po angielsku ( z zasady uzywa wszystkich czasow jednoczesnie, wiec sluchacz musi sie maksymalnie skupic, zeby sie dowiedziec do autor chcial powiedziec), ale nie… jak go biedny np. Wloch nie rozumie (bo np. zna tylko wloski!) to Tesciu zaczyna mieszac angielski i niemiecki (ktory zna tak dobrze jak ja – czytaj nieomal wcale).
A potem juz Gada, gada, gada, gada, gada, gada! AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
On jest zupelnie serio przekonany, ze Ci wszyscy ludzie bardzo chca poznac jego opowiesc i do z detalami!!!
Panstwo Boscy uwazaja rowniez, ze rozumiem wszystkie jezyki swiata. ok, jak sie skupie zwykle jestem w stanie wymyslec co ten czlowiek ode mnie chce… bo wiem o czym mowimy, on sie stara a np. wloski jest podobny do hiszpanskiego, ale musi byc spelniony 1 warunek: musze czlowieka slyszec. A to bardzo trudne, bo jak tylko pojawi sie ofiara, ktora chcialaby Tate Pana Boskiego sluchac… ten zaczyna GADAC, GADAC, GADAC …i dupa blada, musze Wlocha odciagnac, zeby sie cos dowiedziec. 3 dnia bylam bliska opuszczenia mojej ziemskiej powloki w wyniku pekniecia z frustracji.
Bylam dzielna. Pan Boski tez byl dzielny (mial kryzys 2 dnia, potem mnie wspieral) Tesciowa powiedziala, ze jej sie wydaje, ze Tesc gadal troche mniej niz zwykle, bo sie nas boji (???!!!!!) ale, ze rozumie nasz szok, ale my musimy zrozumiec, ze dla niego taka wycieczka to stres (jego ulubione slowo nawiasem mowiac).
Tata Pana Boskiego, poza gadaniem w styresowych sytuacjach, to bardzo dobry czlowiek, wiec ciesze sie, ze te ilosc slow wytrzymalam…
W kazdym razie wyprawa byla bardzo przyjemna a Boscy starsi (az na to gadanie) bardzo ok. Jeszcze raz polecam Casa Martini. Dzieki Zuzio boska, mediolanska za pomoc! bylo super:")