walne wprost: przejechalam cala Bratyslawe. Autem. Ja. ufff. duzo zawalow, bo mieszkamy w centralnym centrum. Ale przezylam. Auto tez.
Ostatnimi czasy Pan Boski znacznie podniosl swoje wlasne kwalifikacje jesli chodzi o jazde autem i nabral (zasluzonej) pewnosci siebie. Mialo to rowniez wplyw na zmiane strategi szkoleniowej wzgledem mojej osoby.
Od lata (zakupu auta) pozwalal mi jezdzic max. 60 km/h po okolicznych wsiach obok domku wiejskiego jego rodzicow. Mimo licznych prosb najwieksza miejscowoscia jaka odwiedzilam za kierownica bylo Mnihovo Hradiste (wielkosc odpowiada powszechnej znajomosci nazwy). A tu wczoraj stwierdzil, ze z Devina do mieszkania powroce sama.
No powiem szczerze, ze bohaterem Westerplatte to chyba nie zostane. Balam sie bardzo, mimo iz ze wzgledu na pore (19-20) i wielkosci miasta (Katowice) ruch nie byl oszalamiajacy. Ale wiedzialam, ze musze przezyc. Bylam niezwykle twarda. Pan Boski dzielnie spisywal sie jako pilot a ja musialam tylko nie przejezdzac przechodniow (zwlaszcza tych na pasach), nie wjezdzac do aut jadacych w okolicach mnie no i poczekac z zawalem az na po przyjezdzie do domu. Ojeje. Sama nie mialabym szans. Ale z nim sie udalo. Najgorszy byl wjazd na zjazd z mostu, ze tak powiem… najazd na pas ma ok. 30 m dlugosci a poza mna wtrynial sie rowniez autobus z pierwszenstwem ale nie przejechal mnie.
Nasze Polo najwyrazniej cierpi na cos w rodzaju syndromu stokholmskiego poniewaz pomimo niezbyt skoordynowanych polecen z mojej strony wspolpracowalo bez zarzutu. Zszokowana jestem ciagle. Ale musze sie nauczyc jezdzic bo w moim wielku to wielki wstyd nie umiec.
PS
Zeby bylo jasne, to nie jest prima aprilis! serio przejechalam:)