Dzień świstaka

Nie wiem, czy pamietasz taki stary film z Billem Murrayem? W kilku slowach:

"Prezenter telewizyjnej prognozy pogody Phil wyjeżdża do miasteczka Punxsutawney. Za zadanie ma zrelacjonować coroczne święto zapowiadające nadejście wiosny – Dzień Świstaka. Na koniec dnia dochodzi do wniosku, że to był najgorszy dzień w jego życiu. Kiedy budzi się następnego ranka orientuje się, że znów przeżywa to samo – cały dzień wygląda jak wczorajszy. Historia powtarza się jeszcze wiele razy…"

Phil probuje sie sie zabic na dziesiatki sposobow, robi rozne glupoty a potem stopniowo uczy sie jak wykorzystac ten jedyny dzien, ktory ma.

Moje zycie to teraz taki dzien swistaka. Kazdego dnia budze sie o tej samej porze i wiem, ze jesli ja tego nie wymysle to nie stanie sie nic. Absolutnie NIC. Dzien skonczy sie placzem a potem w nocy zresetujemy liczniki i i zaczne znowu walczyc o to, zeby kolejny dzien mial jakikolwiek sens. Wygram albo przegram, wszystko i nic nie zalezy ode mnie.

Zdaje sobie sprawe z tego, ze dla wielu osob mozliwosc niepracowania to fantastyczny sen, ktory pewnie spelni sie az za wiele lat. I do tego podroze, no bajer. A ja to wszystko mam i nie potrafie sie cieszyc. Wylaczyla mi sie funkcja radosci, przynajmniej tej dlugotrwalej a wlaczyla funkcja wielkiego smutku.

3 tygodnie temu zaczelam w koncu robic cos do szkoly. I jestem zachwycona. Moje dni swistaka nabraly chociaz troche sensu. Walcze o to aby w pracy posunac sie chociaz o ksiazke dalej. Niektore dni swistaka koncze z usmiechem (na przyklad wczoraj i srode), inne… nie ma o czym mowic.

W srode rano jakos tak zupelnie do bolu uswiadomilam sobie, ze jestem w petli czasowej. Ze cokolwiek nie zrobie nastepnego dnia znowu obudze sie w moim dniu swistaka. Wariant A) Bratyslawa – kompletna samotnosc z godzina – dwoma Pana Boskiego wieczorem lub wariant B) Praha – ze znajomimi i bibliotekami.

Postanowilam, ze chociaz sprobuje walczyc z tym czasem pojedynczo. Ja vs. 1 dzien. Nie wszyskie dni, ktore minely i w ktorych stalo sie wiele rzeczy, ktore sie nie mialy/mialy? stac. Ani tez nie wszystkie dni, ktore nadejda. Jedna ja i jeden dzien swistaka. I walcze. Staram sie byc wdzieczna za wszystko co dobrego sie stanie. A dzieje sie duzo rzeczy, tylko razem to wszystko mnie przywala.

Dzisiaj staly sie conajmniej 2 dobre rzeczy:

1. kupilam ksiazke z socjologii, ktora trudno dostac nawet w bibliotekach i jestem zachwycona.

2. kupilam ksiazke do czytania polecana przez pania od czeskiego i ciesze sie na te lekture.

Teraz jestem w bibliotece. Jak za chwile przestane grzebac w internecie i gadac z Siostra i Myszka 2,5h spedze na poszukiwaniu informacji do szkoly.

Dusza mi sie popsula i jest mi bardzo bardzo smutno. Dzisiejszy dzien swistaka jak kazdy nastepny poswiece na to, zeby moze bylo mi snutno, ale zebym byla tak zapracowana albo choc zajeta, zebym nie miala czasu o tym myslec.

Leave a comment