w sobote bylo wesele. takie nietypowe, bo slub byl w piatek. panne mloda bylo trudno wyroznic wsrod zaproszonych, ale oni tak chcieli. lubia cicho i naturalnie. a bardzo prosze.
rano zadzilismy drzewa. razem 700. przyjemna praca jak sie pracuja w duzej grupie. mam nadzieje, ze wyrosnie fajny las.
od niedzieli do dzisiejszego ranka goscili u nas rodzice Pana Boskiego. dalo sie. moge powiedziec, ze fajnie sie z nimi gadalo. ale biorac pod uwage ilosc slow wypowiadanych przez Tatusia teraz zupelnie serio ciesze sie samotnoscia (Pan Boski ma spotkanie sluzbowe i wroci w nocy).
Matylda dostala wize, jesli wszystko sie uda na poczatku czerwca pojedziemy do USa ogladac parki narodowe. znowu bedzie duzo zdjec. juz sie ciesze.
wczoraj na Devine robilam zdjecia kwiatkow i takich tam…