ZASADY i takie tam przedwojenne twarze

Zyjemy sobie tak ze Swistakiem z dnia na dzien, przyszedl czas ustalic jakies zasady. Umowilismy sie, ze ja sie bede starac bardziej a on przynajmniej od czasu do czasu okaze cien zadowolenia. Przekonalam go rowniez, ze slonce to JEST argument i ze czlowiek po prostu musi czuc sie lepiej jak sie do niego usmiecha a Swistak (kurwa!) tez.

Wspolnymi silami udalo nam sie wypracowac znaczna poprawe stosunkow. Czytaj: jest lepiej.

Dzisiaj dla przykladu przeczytalam 87 str tej ksiazki z sociologio-statystyki (i nawet tak z 1/3 zrozumialam, o!) a on milczaco zaakceptowal, ze w nagrode zobaczylam powtorke Chirurgow i przeczytalam spory kawalek wywiadu z Bartoszewskim.

Apropos Bartoszewskiego, jak czytam ksiazki takich troche przedwojenyych ludzi albo generalnie ksiazki o 20-leciu miedzywojennym (ktore za czasow pana K nalezaly do dobrowolnych lektur obowiazkowych), to mam wrazenie, ze ludzie "wtedy" byli jacys tacy lepszejsi. Bartoszewski ciagle pisze o swoich wybitnych kolegach, znakomitych specialistach w tej czy owej dziedzinie. Nie moge sie pozbyc wrazenia, ze my teraz jestesmy tacy … przecietni. Znam wiele ciekawych osob, ale zebym mogla powiedziec o kims z mojego otoczenia (nie obrazcie sie, prosze) WYBITNY, to chyba nie. Tacy zupelnie normalni jestesmy. Choc czasem zupelnie ciekawi.

Ciekawa jest na przyklad Polaquita z ktora spedzilam wczorajszy wieczor. O zaletach intelektualnych mozecie sie przekonac sami poprzez lekture jej blogu http://lapolaquita.blox.pl/html, mnie zainteresowala twarz.

Polaquita jest mloda, ladna kobietka, ktora ma twarz kameleona. Pod kazdym katem i pod wplywem emocji jej buzia bardzo sie zmienia. Jakby jedna osoba (doslownie) mogla miec ich wiele. Wiadomo, ze kazdy wyglada roznie w zaleznosci od punktu widzenia (ja na przyklad, w swoich oczach, dysponuje profilem "da sie patrzec, nawet ladna"  oraz profilem typu "kon przewalskiego w ludzkiej osobie" + zdjecie paszportowe typu "eskimos"), ale zwykle, ze sie tak wyraze "ogolna koncepcja" pozostaje ta sama. Polaquita jest jak woda, inna z kazda kapka emocji.

Znowu mi nie dziala internet na Uniwerku. Oznacza to odciecie od mozliwosci konwersjacji z Siostrunia, ktore bardzo mi nie odpowiada. Nie chodzi o brak konwersacji samej, ale wlasnie tej mozliwosci. Jutro rano planuje atak na jednego asystenta od sieci. Jesli bedzie to postaram sie, zeby jedno spojrzenie na moje wielkie blekitne (mniej-wiecej:) oczy przekonalo go do podjecia intensywnych akcji naprawczych. A teraz, w kawiarence internetowej, czekam az Krolikowska skonczy prace, zebym mogla ja uwiesc…

Leave a comment