Polaquita odjechala.
Siostra ma taka teorie, ze kazdy czlowiek jest generalnie przyporzadkowany do kategori odjezdzajacych, albo tych, ktorzy odprowadzaja.
Rano patrzylam jak pociag z Polaquita odjezdza w sina (dlazego sina?) dal.
Peron, to takie dziwne miejsce, gdzie w regularnych odstepach czasu pojawia sie i kotluje ogromna liczba ludzi, ktorzy nigdy nie maja miec zbyt wiele wspolnego. Z niczego nic, nagle sa ich dziesiatki albo setki a potem przyjezdza pociag, ktory jak sie okazuje, jest w stanie ich wszystkich pomiescic. Zwykle wbrew moim oczekiwaniom. Potem jest chwila zawieszenia. Pociag juz jest pelny i przygotowany do odjazdu, ale jeszcze stoi. Ci, ktorzy dotad nie zdarzyli sie zagadac a nie sa zajeci poszukiwaniem wolnych miejsc, wstrzymuja na chwile oddech. Co nas czeka tym razem?
Dworzec
Nieprzyjazd mój do miasta N.
Odbył się punktualnie.
Zostałeś uprzedzony
niewysłanym listem.
Zdążyłeś nie przyjść
w przewidzianej porze.
Pociąg wjechał na peron trzeci.
Wysiadło dużo ludzi.
Uchodził w tłumie do wyjścia
Brak mojej osoby.
Kilka kobiet zastąpiło mnie
pośpiesznie
w tym pośpiechu.
Do jednej podbiegł
ktoś nie znany mi,
ale ona rozpoznała go
natychmiast.
Oboje wymienili
nie nasz pocałunek,
podczas czego zginęła
nie moja walizka.
Dworzec w mieście N.
dobrze zdał egzamin
z istnienia obiektywnego.
Całość stała na swoim miejscu.
Szczegóły poruszały się
po wyznaczonych torach.
Odbyło się nawet
umówione spotkanie.
Poza zasięgiem
naszej obecności.
W raju utraconym
prawdopodobieństwa.
Gdzie indziej.
Gdzie indziej.
Jak te słówka dźwięczą.
/Wislawa Szyborska/