wczoraj nasmarowalam dlugi, wieczorny wpis a dzisiaj zapomnialam go wziac do kawiarni internetowej. Samo zycie. Jestem w Pradze. Jest parno i przyjemnie.
Na urzedzie pracy ugadalam pania, zeby przymknela oko na moja nieobecnosc w przyszlym miesiacu. Za to u denstysty tragedia. Jeden zab umarl… biedak malutki a dodatkowo, w ciagu roku, pojawily sie 3 nowe, malusienkie ale jednak ubytki. Ponoc mi sie zaby odwapniaja. Co mnie bolalo 2 tygodnie temu? nie wiadomo, chyba jednak dziasla. W kazdym razie w lipcu znowu czeka mnie tydzien na krzesle denstystycznym. I znowu uslyszalam jak to zle myje zeby :)) to taka nasza tradycja z dentystka, ja sie staram a ona sie smieje, ze mi nie idzie. W kazdym razie w porownaniu z ta Bratyslawa ten gabinet to kosmos.
Posluchala jacy to Slowacy dumni i bladzi (to dobrze robi wiekszosci Czechow:) i zwierzyla sie, ze idzie na operacje kregow, bo jeden zlamala na rolkach. To sa problemy, nie moja smierc siodemki.
Postaram sie pojawic jutro z moim wiekopomnym wpisem. A teraz ide do domu napchac sie nowa porcja makarownow z pesto. Jak sie za bardzo napcham to mam zle sny, nie moge przesadzac.