LABRADOR

Ponoc labrador moze jesc bez konca. Jak dostanie wor jedzenia to bedzie jadl i jadl tak dlugo, az mu sie nie znudzi, albo peknie. Nie ma znanego wiekszosci zwierzat momentu kiedy organizm mowi: stop i nie ma ochoty na kolejna procje.

Mysle, ze w jakims poprzednim zyciu bylam labradorem. Alleluja, ze nie przepadam za slodkim ani tlustym jedzeniem, bo juz dawno zamienilabym sie w kule armatnia rozmiaru XXL. Ostatnimi czasy zgubilo sie gdzies moje poczucie najedzenia. Nie, nie jestem w ciazy. Nie, nie nudze sie ani nie lecze ukrytych problemow. Po prostu lubie. Pomidory, ziemniaki, ogorki, zupy warzywne, owoce niektore, doprowadzaja mnie do extazy. A moj zoladek jest bezdenny. Dwa lata temu zjadlam raz tyle zuru, ze dostalam goraczki i myslalam, ze umre z przejedzenia:)) A dzisiaj zjadlam jakas kosmiczna ilosc ziemniakow i salatwi z pomidorow i ogorkow. Ide biegac, bo pekne.

Jestem labradorem. chyba. powinni mnie zaprosic do Ewy Drzyzgi.

Leave a comment