Ostatnimi czasy czuje wielkie zagrozenie swistakowe. Czycha w krzakach i tylko czeka na chwile zawahania, zeby znowu uwiesic sie na plecach. Nie nie Kochaniutki, tak latwo sie nie poddam.
Zaczelam biegac. I mam zamiar biegac codziennie do czasu jak bede pewna, ze zniknal na jakies dobre.
Biegalam juz 5 razy. Ma to pewne zalety… nigdy w zyciu nie bylam w stanie przebiec takiego kawalka w kawalku. Mam wymyslone takie kolko kolo domu i kazdego dnia staram sie przebiec chociaz metr dalej bez zatrzymania. A jak do glowy wbiega jakas nieporzadana mysl, to ja zaraz palka w leb i do wiaderka.