SPOKOJNIE, TO TYLKO AWARIA (czesc 18272)

Zaczne od tego, ze Pan Boski zostawil w Pradze klucze z Pragi I Bratyslawy.  Mamy wiec teraz 1 pare kluczy do mieszkania w Bratyslawie a to oznacza, ze jak go po pracy nie wpuszcze do domu, to bedzie spal w aucie (jesli zabral klucze, w co watpie). Jeszcze sie zastanawiam…

Weekendzik nie nalezal do najbardziej spokojnych. W piatek przyjechal Ojczym z Macocha  a Boski byl w Pradze.

W sobote oblezlismy Blave a o 16 przyjechal Boski. Psuc zaczal sie juz w sobote wieczorem, ale palma rozkwitla na dobre w niedziele rano.

Zwykle zaczyna sie od wycierania kuchenki. Pierwszy raz, drugi, piaty. Potem blaty, stol, dosuwanie krzesel, zcieranie wyimaginowanego kurzu itd itd. Tak u Boskiego przejawia sie mojorodzinowy – stres.

Po kilku godzinach zaczynaja sie efekty dzwiekowe. Syczy mi za uchem, ze jestem niewdzieczna, ze nic nie robie. Ze caly dom na jego glowie. Ze jak on juz robi te meskie prace – zarabia, to ja powinnam te damskie – sprzatac. I tak sie chlopak nakreca. A to wszystko w tle moich rozpaczliwych usilowan, zeby moja rodzina nie myslala, ze w samotnosci rozstrzelamy sie z fuzji.

Potem nastepuje kulminacja: wkurwi mnie tak, ze lzy mi tryskaja jak fontannie w ksztalcie krokodyla, stop. cel osiagniety. stop. potem pomalu szalenstwo ucicha (z akcentem na pomalu).

Kolejny etap polega na tym, ze przychodzi sie polasic warunkowo (typ: polasze sie, jesli powiesz, ze to Twoja wina albo choc, ze za tydzien masz okres to bede mial na co zwalic).

A jak odjada stwierdza tajemiczo, ze moze nie zachowywal sie tak zupelnie idealnie, ale…mial BARDZO wazne powody, ktore mu wlasnie wylecialy z glowy.

Wieczorem zwykle wracamy do stanu przecietnie sielankowego. U niego wystepuje gleboki Alzhaimer i nie wie dlaczego sie go znowu czepiam?

Na szczescie moja tolerancyjna rodzina (z Siostra na czele) postanowila, ze fochow widziec nie bedzie. A ja staram sie ustalic takie terminy rodzinnych spotkan tak, zeby w czasie ich trwania Pan Boski mogl sie spokojnie pasc na jakiejs gorskiej lace.

w kolorze…

Leave a comment