Siedze przed komputerem i staram sama siebie przekonac, ze musze zaczac pisac analize ankiet.
Zebym miala towarzystwo slucham Trojki i udaje, ze to jakis drugi czlowiek. Pan Boski ma ostatnio tyle pracy, ze wraca o 19 a ja caly dzien zajmuje sie czekaniem. Tak, wiem, ze to nie jest normalne.
Czas mam, motywacje tez (za tydzien musze wpisac do tego systemiku co tez ciekawego przez rok zrobilam) ale len jest wiekszy niz ja.
Znajomy przekonuje mnie, zebym wybrala sie z nim do Grecji. Ale fajna, nierealna propozycja. Juz widze jak Boski wpada w zachwyt, ze jade z jakims nieznanym mu gosciem do Grecji, czy gdzie to tam chce jechac.
Wieczorem pierwszy raz bylam na spacerze w zimowym plaszczu. Nawet w nim nie bylo specjalnie cieplo. Idzie jesien.