PAJAK MI WISI

Po drugiej stronie oka kuchennego wisi mi pajak. Krzyzak. Brzuch z wielkim krzyzem ma tak 1,2 cm dlugosci. Srednica po rozlozeniu ok 4cm. Jesli Boski mysli, ze nastepnym razem znowu ja umyje to okno, to sie myli. Szkoda, ze nie mam aparatu z makrem to bym zpapala potwora. Gdyby byl ten pajak po mojej stronie to bym sie wyprowadzila a tak tylko ogladam, albo brazowe cialko z bialym krzyzem, albo cien cialka z nogami. Strach.

 Siedze w Bibliotece Narodowej przy jedynym w czytelni stole z wtyczka, niestety rowniez jedynym z otwartym oknem i marzne. Wlasnie zakonczylam kolejna czesc poszukiwan artytulow o Polsce w Czeskiej prasie. Przewazaja tematy: fotbal (bo to z czerwca) i antykoncepcja. Jak sie to czyta nie ma co sie dziwic, ze mysla, ze jestesmy 100 lat za murzynami. Bo w pewnym sensie jestesmy.

Mam zmarzniete kosci. W srodku. Po poludni godzine lezalam w lozku i nie moglam wyjsc, bo bylo za zimno. Nawet w lozku bylo za zimno. Zawsze o tej porze roku zastanawiam sie nad przeprowadzka.

 Ustalilismy z Boskim, ze gdyby odszedl z pracy, to pojedziemy na 3 miesiace do Nowej Zelandii. Marzenia scietej glowy. Ale uwielbiamy razem marzyc.

Weekend spedzilismy u Siostruni. Bylo sadzenie drzewek, grill, spotkanie z kolezanka z roku ze studiow i jej mezem, zakupy i tak ogolnie fajnie bylo. I cieplo. Ostatnie podrygi lata.

I to tyle nowosci w zasadzie. Ide kupic jedzenie u Chinczyka a potem wskocze do wanny. I sie rozpuszcze.

Leave a comment