Czytalam wywiad z jednym znanym Czechem, kiedys wlascicielem Fortuny – lokalnego Totolotka. Pytali go sie o rady, jak czlowiek powinien postepowac, zeby wygrywac. A on mowi: Nie wiem, prosze pani. Ale mysle, ze jest taka zasada, ze jak czlwiek widzi, ze ma gorszy dzien, zla passe, to powinien usiasc w bezpiecznym fotelu z kubkiem herbaty i przeczekac, a jak ma dobry dzien i wszystko sie udaje, to powinien wyjsc do swiata i ryzykowac troche bardziej niz zwykle, bo pewnie wszystko sie uda.
No, ja wczoraj zafundowalam sobie ten pierwszy typ dnia. Poczawszy od nieomal calonocnego ryku w nocy z poniedzialku na wtorek (ryku pod tytulem: w jakim kraju ja mam szukac pracy jak Boski sie jeszcze nie zdecydowal, a to on wybiera) skonczywszy na ultrasmierdzacym chlopie co jechal za mna do Bratyslawy.
Wtoreczek byl caly pokazowy. Niestety nie bylo mozliwosci siadania z kubkiem herbaty.
Dobra wiadomosc: ZAWSZE po nocy przychodzi dzien. To ja czekam:)
PS
na razie leje 🙂