Siedze i marnuje czas na udawaniu, ze wcale a wcale nie musze zaczac sie pakowac choc o 15:55 znowu wyjde na dworzec. Do pociagu zapakuje sobie tyle pracy (szkola, ciekawe ustawy i inne) zebym caly czas udawala, ze jestem bardzo zadowolonym pasazerem i wcale sie nie nudze. Jakbym nic nie miala to umre z nudow, a tak bede bardzo zajeta. Mieszkam w tej Blave juz 8 miesiecy i chyba raz bylam tutaj 2 tygodnie w kawalku, ciagle jest jakis niezwykle istotny powod, ktory sklania mnie do podrozy. auuu
Zanim odejde upieke Panu Boskiemu ciasto wg przepisu Bedrunki. Mowila, ze zawsze sie udaje i ja jej bede wierzyc.