Jutro o 10. Bardzo sie ciesze ale jednoczesnie jestem pelna niepokoju. Pierwsz raz jeszcze przed wejsciem do firmy wiem o ktorej mam przyjsc, kto sie mna bedzie zajmowal i jaki mam plan pierwszego dnia. Mam tez liste dokumentow, ktore musze ze soba przyniesc. To wzbudza zaufanie. Moi dotychczasowi pracodawcy nie mieli systemu przyjmowania ludzi. Biore to jako dobra wrozbe.
Wczoraj wieczorem wskoczylo mi do glowy pytanie: dlaczego wybrali akurat mnie? Zastanawialam sie nad roznymi ludzi z mojej okolicy i okazywalo sie, ze kazda z tych osob ma jakies zdolnosci albo umiejetnosci, ktorych ja nie mam."To" ich potrafie nazwac, tego mojego nie. Wiem, ze tam gdzies jest, takie bezimienne. Czuje sie jak przed klasowka z chemii… niby wiem, ze to potrefie, ale obawy pozostaja. Trzymajcie prosze kciuki, zeby mnie nie wyrzucili w okresie probnym. Ale ja glupek lesny jestem, co? :)) Ciesze sie, ze mi zalezy na tej pracy.
Z innej beczki… bylam wczoraj u Bedrunki i opowiadam jej o wczorajszej wizycie w Palladium (ogromne centrum handlowe). Bylam w Sephorze i pani mi tlumaczyla jakie tusze do rzes sa najlepsze, a potem probowala mi wcisnac nalepiane rzesy. Wczesniej, obok innego sklepu, chwycila mnie jakas pani i intensywnie przekonywala, ze powinnam costam zrobic z paznokciami. I mowie Bedrunce taka zachwycona, ze chyba cos sie stalo, ze jestem grupa docelowa produktow dla kobiet (zawsze bylam niewidzialna). Moze sie jakos ubralam lepiej, albo cos? a Bedrunka: – hmm… nie chcialabym cie rozczarowac, ale chyba nie chodzi o ciebie, tylko o kryzys…… No masz ci los:)