BOSKIE TURBULENCJE

Zaczyna sie. Boski wczoraj w polowie rozmowy stwierdzil, ze go wkurwiam. Niestety znam przyczyne. Paplalam o pracy a dopiero potem zapytalam sie jak bylo na Ukrainie (w pracy).

Zycie w Blave bylo sielankowe, bo wiekszosc naszej konwersacji skupiala sie na Boskim. Roztrzasalismy wspolpracownikow i i konkretne sytuacje.Bo u mnie w zasadzie nie dzialo sie nic… moglam opowiedziec o pani z wasami ze sklepu, albo o kwiaciarce, ktora znowu nie dala mi znizki na fure kwiatow, ktora kupilam.  A teraz… nie piore, nie sprzatam a przede wszystkim nie poswiecam mu calej uwagi i zaczyna marudzic.

Ale ja mam taka straszna potrzebe mowic. Poznaje ludzi, mam tysiace uwag, ktorymi nie powinnam sie dzielic z ludzmi w pracy (niestety czasem to robie) a ktore musze MUSZE komus powiedziec, zebym nie buchla jak szybkowar… a Boski nigdy nie lubil tego sluchac. Mam taki proces formuowania pogladow, ze najpierw powiem to wszystko co akurat mysle a potem sama sie z soba zgadzam lub nie… albo zmieniam zdaniem pod wplywem osob 3 jesli maja dobre argumenty, albo pod wplywem poznania… ale teraz moje opinie sa tak swieze i nie wiem  z kim moge sobie pozwolic na marudzenie a przed kim musze trzymac fason. 

Dzisiaj bede rozmawiac z nim o nim. Jak zaczne od niego to bedzie mial cierpliwosc sluchac mojego gadania. Moze….

Leave a comment