przyjechalam odwiedzic Pana Boskiego w Blave. Niestety znowu wpadlismy na mur ciezkich wspolnych weekendow. On by chcial ciagle gdzies fruwac, ja bym chciala zostac przed telewizorem w kapciach. Moze byc bez telewizora ale w cieple.
Powiem tak, to wszystko moja wina, bo jestem nietolerancyjna, wiecznie glodna i jesli chodzi o kweste spedzania czasu na zimnym powietrzu nie potrafie sie dostosowac.
Wszystko bylo zle, juz od poczatku. Z pociagu poslalam mu 2 smsy i dzwonilam, ze jestem bardzo glodna, zeby kupil cos do jedzenia. I cos slodkiego. Wstalam o 5:30 rano, zeby isc wczesniej do pracy, 4,5h w pociagu a ja bardzo musze jesc. Kolejnym smsem zapytal sie czy nie bedzie mi przeszkadzalo, ze jedzenie zrobi az dojade. Myslalam, ze to zart. Po przyjezdzie okazalo sie, ze to nie byl zart. O kupieni czegos slodkiego zapomnial a sosu do spagetti nie bylo wiec kupil slodko – kwasny. Nie znosze sosu slodko-kwasniego unlce bens a juz na pewno nie z makaronem. On mysla, ze to nie ma roznicy bolonski czy slodko kwasny. A z okazji mojego przyjazdu posprzatal (tak jakby dla mnie to mialo jakiekolwiek znaczenie!!!) W efekcie godzine po przyjezdzie jadlam posolony makaron. Wsciekla. Czepialam sie moze 5 minut, ale humor popsul sie – zwlaszcza jemu- na reszte wieczoru. Jestem niewdzieczna, on sie staral.
W sobote ja chcialam zostac jeszcze w domu i wymyslalam tysiac powodow dla ktorych musimy zostac, a jego rozrywalo na kawalki. Wyszlismy o 12. Kupowalismy prezenty gwiazdkowe a potem wzial mnie na targi bozonarodzeniowe. Moja wina, bylam zle ubrana i myslam, ze rozpadne sie z zimna. I tak oblezlismy 2 place i 3 ulice czyli tak 60% tego co generalnie warto zobaczyc w Bratyslawie. Z tym zimnem mam odwieczny problem. Jestem jakas popsuta i tam gdzie inni ludzie odczuwaja chlod ja czule bol. Jest mi zimno w kosci, cialo mozg. Nie przewidzialam o 11 rano, ze o 19 bedzie az tak przejmujaco zimno.
Z tym zimnem jest tez ten problem, ze jak raz porzadnie zmarzne, to drugiego dnia nie moge nawet myslec o wyjsciu z domu. On jest nieszczesliwy, niezadowolony.do tego w naszym fantastycznym mieszkaniu przestalo dzialac ogrzewanie i ciepla woda, wiec nie mialam nawet jak sie ocieplic. Rano bylo mi bardzo zle. Mam jakas porabana zimnofobie czy co, nie moglam wyjsc z lozka. Potem wstalam wiec juz sie zaczal cieszyc i bum bardzo zaskoczony, ze nie wyjde z domu na zimno. Nie wyjde. Nie ma wola. Niech idzie sam sie przejsc. Oboje bedziemy zadowoleni. Ale nie, jak Boski dostanie palec musi wziac cala reke …Na 2h to malo… wzial mapy i polazl, nie wiem czy go jeszcze zobacze przed powrotnym pociagiem. Przykro mi, ze jestem porabana, ale nie ma sily zebym lazila po brzegu Dunaju i marzla a potem wsiadla do pociagu i meczyla sie kolejne 4,5h. Nienawidze podrozowania. Odpoczywam statycznie nie w ruchu. Na 100% nie w samotnym ruchu pociagowym.
Na nasze weekendowe stosunki z Panem Boskim ma ogromny wplyw pogoda i czas. Zima jest najtrudniejsza, bo jest mi zimno i nie chce lazic a on jest nieszczesliwy. Poza tym lazenie liczy sie tylko ze mna. Wiosna jest najlepsza, bo zaczyna byc nieco cieplej i laze z nim po gorach jak wsciekla. Ja nie chce jak wsciekla a on chce jak wsciekly i ulegam w efekcie w drugiej polowie lata dostaje duru plamistego na slowo wzniesienie i proponuje wycieczki po plaskim, Po plaskim to dla Boskiego bezsens, wiec jakis czas mnie nie lubi a potem na jeslien znowu chodzimy, ale juz nie tak intensywnie. A potem przychodzi zima.
Pan Boski jest aktywniejszy niz ja. Potrafi racjonalniej wykorzystywac energie, to wiemy juz dawno. Bardzo sie ciesze, ze go mam, bo jego determinacja sprawia, ze i ja jestem aktywniejsza a to bardzo przyjemne. Problem w tym, ze nie zna granic. Nie wie kiedy przestaje byc motywujacy a zaczyna byc szantazysta. Dzisiaj jak juz wylazlam z lozka – ja bylam zachwycona, ze mi piatka klepka przestala telepac a on myslal, ze skoro telepie mniej to juz bede latac jak orzel sokol. Nie rozumie, ze musze oszczedzac dobry humor na znienawidzony pociag i ze usmiechnac sie i wylezc z pieleszy to juz byl ten wielki wyczyn. To nie jest normalne, zgadzam sie. Nigdy nie twierdzilam, ze zawsze jestem normalna.
Moze to wygladac tak, ze ja sie poswiecilam i przyjechalam a on jest niewdzieczny, ale to nie jest cala prawda. Zupelnie serio mysle, ze gdybym nie byla lekko walnieta z tym zimnem i statyka i jakims rodzajem lenistwa to moglby to byc przyjeny, aktywny weekend. Jak przyjedzie on do Pragi, to jestesmy duszo bardziej aktywni, tylko ze wtedy to on spedza 6h w aucie a nie ja 9 w pociagu. Lubie go bardzo, ale tym razem nie wyszlo. Bedziemy mieli wiele kolejnych prob na lepsze weekendy, mam nadzieje. Czasem weekendy sa fajne… poczekajmy.