za cudze przewinienia… przynajmniej na razie.
Jednego dnia zadzwonili do nas przedstawiciele jednej telwizji (nomen omen nasi sasiedzi w biurowcu), ze chca sie spotkac i wspolpracowac. Dobra. Spotkalismy sie i okazalo sie, ze ta TV to by chciala kupic reklame na jedej z moich uslug i wymienic bannery na jednej stronce (nie mojej). Moja usluga ma bardzo dobra i bardzo konkretna grupe docelowa i dlatego jest droga. A telewizja miala smiesznie malo kasy a chciala 2 tygodnie. I to jeszcze od jutra, bo jakos zapomnieli a wlasnie zaczynaja grac nowy serial. Byla to taka supermadra 25 -letnia "managerka".
Sprzedaz przestrzeni reklamowej nie lezy w moich obowiazkach, ale raz kozie smierc, razem z salesem przygotowalismy oferte, dalismy im 40% obnizke i wyszlo im, ze moga miec 1 dzien intensywnie albo tydzien tak srednio.
Ten barter byl dogadywany po innej linii. Pani z TV posylala kazdy mail na cala firme (konkretnie na tych kilka osob, ktore byly jej w jakis sposb przedstawione) i powoli zaczynalo to wszystkich wkurwiac. Kazdy ma swoja prace a klientow sa tysiace… zwlaszcza ze kasa ktora pani chciala u nas wydac byla smieszna. Ale ok, telewizja, sasiedzi, moze bedzie jakas wspolpraca fajnie.
W kolejnym mailu pani z telewizji napisala:ta 2 tygodniowa kampanie chcemy miec od dnia XX.
Odpisalam:zaoferowalismy Pani tygodniowa kampanie,uprzedzalam, ze nasza usluga jest droga i za te pieniadze nie da sie zrobic 2 tygodniowej kampanii. Szesc razy sprawdzalam: mail piekny jak zloto, logiczny, po czesku – nie przeczytala glupia pannica. Ona mowila, ze chce 2, wiec nie pomyslala, ze ja moge zaoferowac jeden. To telewizjia sie zastanowi…
Nastepnego dnia napisali: ze jesli ta cena jest za tydzien, to oni niestety nie moga sobie na to pozwolic i odstepuja od umowy i zostana tylko przy tym bartru.
Pomyslalam, ze teraz jak nic dostane w dupe. Niby jest jasne, ze pani nie potrafi czytac ale w zasadzie nie powinnam sie mieszac do sprzedarzy, bedzie moja wina.
A tu przyszedl mail z niespodzianka. Inna usluga napisala:
Mila Pani z Telewizji, wyrazajac chec spolpracy bralismy pod uwage laczona wspolprace nasza i usluga Agradabli. Wzielismy pod uwage zaistniale okolicznosci i doszlismy do wniosku, ze nie mozemy sobie na proponowana wspolprace pozwolic. Z wyrazami szacunku, Inna usluga.
Padlam na twarz. Pierwsz raz w zyciu nie oberwalam za to, ze ktos czegos nie zrobil…I bylam niezmiernie milo zaskoczona, ze ludzie w firmie mysla MY nie JA.
W koncu Telewizja zdecydowala sie wydac u nas o 50% wiecej kasy, wiec pieniazki w koncowym efekcie dostaniemy. Tyle, ze inna usluga rozmyslila sie na dobre. Ale to juz jest problem Milej Pani z Telewizji.