W piatek mialam spotkanie z Blavskimi znajomymi w skladzie: szef z Blavy i dwie kolezanki z pracy. W Panta Rhei – to taka kawiarnia literacka. Umawialam sie z Szefem wiele wiele razy w tej kawiarni wiec lecialam na pewniaka.
Jak dolecialam okazalo sie, ze ja jestem w Panta Rhei w jednym centrum handlowym a reszta w drugim, oddalonym 35 min drogi autobusem. Nawet nie wiedzialam, ze sa 2 Panta Rhei, auuuu. Skonczylo sie dobrze, bo Pan Boski odebral mnie w jednym i podrzucil do drugiego centra, ale jeszcze raz upewnilam sie w przekonaniu, ze cos jest ze mna nie tak ostatnimi czasy.
Na narty jechalam z duza doza niepewnosci, bo skoro nie jestem w stanie panowac nad swoim umyslem, to moge zrobic krzywde sobie albo otoczeniu. Ale nawet nie, udalo sie, jezdzilo sie dobrze ku radosci swojej i Boskiego.
Do Pragi wyruszam jutro o 5:30 a teraz jeszcze poogladam z Boskim jakis malo stresujacy film, wyprasuje bluzie na jutro do pracy i bede regenerowac 3 komorki mozgowe.