SOBOTNIE PIEKIELKO

Stan jest nastepujacy: mam juz wszystkie ankiety, zaczynam przygotowywac statystyki. Bardzo mi sie nie chce, jestem zmeczona, ale nastawiona, ze dzisiaj mam jedyny cel: zrobic tyle ile sie uda i nie zabic sie przy tym.

Przyjechal Boski: zaczal mi otwierac okna, rozsuwac zaslony (nie lubie zyc w akwarium), kytykowac, ze mam balagan (rano godzine sprzatalam, zeby tego uniknac jak widac niedostatecznie). No i nie mam w domu nic do jedzenia (o czym mu pisalam wczoraj i dzisiaj). Nie, nie mam. Dzisiaj chce robic statystyki a nie byc gospodynia. Takie juz moj sposob zycia, ze duzo pracuje i nie jestem gospodynia jesli pracuje. Wczoraj mi pisal smski jak to siedzi sam i gapi sie na sciane i jak mu smutno, no to dzisiaj przyjechal sprzatac moj kosmiczny balagan (mam krzywo poukladane poduszki i dezodoranty w lazience i nie odkurzalam) teraz oscentacynie poszedl do sklepu zrobic zakupy, skoro ja nawet tego nie potrafie. Oczywiscie pienil, ze mu powiedzialam, ze chce tylko chleb, ser i pomidory.

czekaja mnie jeszcze 2 bardzo intensywne tygodnie, to seminarium, duzo pracy a potem powinna byc chwila spokoju to odpoczne. Ja wie wiem po co przyjechal na ten weekend skoro wie, ze musze robic statystyki. Jeszcze jakis kuzn tu bedzie spal zebym nie miala spokoju. SAMOTNOSCI CHCE. CISZY. Chce sie gapic na trawe i krzak przed oknem i nie tlumaczyc sie z sama nie wiem czego.  Cos czuje, ze jeszcze bede pisac.

Leave a comment