Jutrzejszy dzien otwiera nieczekany meeting z szefem najwyzszym. Ponoc ma powiedziec nieco wiecej niz w poniedzialek, choc I tak wszystko sie sprowadza do pytania: ILE?
Te spotkania z nim sa czesto na tak wysokim poziomie abstrakcji, ze kto wie moze znowu bedzie owijanie w bawelne. Choc z drugiej strony szef moj wlasny osobisty byl zbyt tajemniczy jak na nasze “kawe na lawe” stosunki, wiec moze jednak zmiana zbliza sie wielkimi krokami.
Pozytywna zmania po tygodniu ubieglym to podejscie marketingu do moich produktow. Najwyrazniej tupalam nogami dostatecznie wysoko – I nagle wszystko jest mozliwe. Jest budget, jest inicjatywa, tylko konkretne teksty musze pisac sama, bo markering jakos tak nie jest w stanie pociagajaco pisac w jezyku czeskim. Ale to juz jestem w stanie im wybaczyc.
Jak wychodzilam z pracy o 20 pare osob ciagle tam siedzialo. Czy w innych firmach tez pracuja wariaci czy to tylko lokalne zboczenie?
XXXnska, wysiadam z metra wracajac z pracy a potem imprezy zamykajacej historie jednego projektu, ktory firma tworzyla rok a potem ja mialam watpliwa przyjemnosc zdecydowac, ze jest do niczego.
Ide do domu, najesc sie I spac, bo jutro rano czeka nas spotkanie z szefem wszystkich szefow, ale to juz pisalam na poczatku wpisu…