KYTICE a LILIJE

Wieczorem ogladalismy z Boskim czeski firm z 2000 roku, ktory sie nazywa Kytice. Bardzo dziwny film bo jest to ekranizacja 7 poematow Karla Jaromira Erbena. To jakby ktos zrobil film w ktorym jedynymi wypowiedzianymi slowami bylyby te zaczerpniete ze Switezianki i dalszych ballad Mickiewicza czy innego.

Jak przystalo na rowiesnika Mickiewicza i tutaj trup sciele sie gesto: Wodnik zabija dziecko, bo jego zona nie chce wrocic od matki ze swiata zywych: w innym matke niasa na mary a 3 corki oplakuja jej grob, albo siostra zabija druga zeby wyjsc za maz za jej bogatego kochanka (i odcina jej nogi, rece i wydlubuje oczy)… Masakra krotko mowiac. Ale bardzo ladne.

Chyba w tym czasie mysli wszystkich krazyly wokol tych samych tematow. Poczytalam Boskiemu Lilije, zeby wiedzial, ze swiat jakis podobny wszedzie byl w tym romantyzmie…

 

Ha ha! zsiniale usta,

Oczy przewraca w slup,

Drzaca, zbladla jak chusta

Ha! maz, ha! trup!

 

Boskiemu  Mickiewicz aie podobal, ale mowil, ze nie rozumie wszystkich slow.

No to mu przeczytalam “Lokomotywe” Tuwima. Ta spotkala sie z calkowitym zrozumieniem. Onomatopeje przemawiaja do kazdego a Lokomotywa to mistrzostwo swiata 🙂 Pamietasz?


LOKOMOTYWA

Stoi na stacji lokomotywa,
Ciężka, ogromna i pot z niej spływa –
Tłusta oliwa.
Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha:
Buch – jak gorąco!
Uch – jak gorąco!
Puff – jak gorąco!
Uff – jak gorąco!
Już ledwo sapie, już ledwo zipie,
A jeszcze palacz węgiel w nią sypie.
Wagony do niej podoczepiali
Wielkie i ciężkie, z żelaza, stali,
I pełno ludzi w każdym wagonie,
A w jednym krowy, a w drugim konie,
A w trzecim siedzą same grubasy,
Siedzą i jedzą tłuste kiełbasy.
A czwarty wagon pełen bananów,
A w piątym stoi sześć fortepianów,
W szóstym armata, o! jaka wielka!
Pod każdym kołem żelazna belka!
W siódmym dębowe stoły i szafy,
W ósmym słoń, niedźwiedź i dwie żyrafy,
W dziewiątym – same tuczone świnie,
W dziesiątym – kufry, paki i skrzynie,
A tych wagonów jest ze czterdzieści,
Sam nie wiem, co się w nich jeszcze mieści.

Lecz choćby przyszło tysiąc atletów
I każdy zjadłby tysiąc kotletów,
I każdy nie wiem jak się natężał,
To nie udźwigną – taki to ciężar!

Nagle – gwizd!
Nagle – świst!
Para – buch!
Koła – w ruch!

Najpierw
powoli
jak żółw
ociężale
Ruszyła
maszyna
po szynach
ospale.
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem,
I kręci się, kręci się koło za kołem,
I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
I dudni, i stuka, łomoce i pędzi.

A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!
Po torze, po torze, po torze, przez most,
Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las
I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas,
Do taktu turkoce i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to,
Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,
Jak gdyby to była piłeczka, nie stal,
Nie ciężka maszyna zziajana, zdyszana,
Lecz raszka, igraszka, zabawka blaszana.

A skądże to, jakże to, czemu tak gna?
A co to to, co to to, kto to tak pcha?
Że pędzi, że wali, że bucha, buch-buch?
To para gorąca wprawiła to w ruch,
To para, co z kotła rurami do tłoków,
A tłoki kołami ruszają z dwóch boków
I gnają, i pchają, i pociąg się toczy,
Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy,,
I koła turkocą, i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!…

/Julian Tuwim/

Leave a comment