Zaczyna mnie meczyc praca. Znowu musze chodzic na tak niewyobrazalnou ilosc porad, ze NIE MAM CZASU PRACOWAC. Denerwuje mnie to, bo nie uwazam, ze jestem na nich konieczna. Wiekszosc to troche filozoficzne spotkania gdzie na techniczne tematy wypowiadaja sie ludzie z marketingu, albo z redakcji. Po co??? Rozumieja pojecie adres IP? Od poniedzialku do srody zaplanowali mi 12h czystego czasu na temat plany na przyszlych 5 lat.nie mowie o tym ile spotkan musze z tego powodu przeplanowac! Bajer, tylko, ze ja potrzebuje byc z ludzmi, zebysmy spelnili nasz wlasny plan na 2 tygodnie! Nie chce ciagle siedziec po godzinach, zeby po tych spotkaniach rozdzielic prace, albo opisac co chce, albo napisac do Izraela! Zwlaszcza, ze polowa z tych narad nie ma sensu a czesto dostaje szalu jak slucham tych bzdetow. Problem jest w tym, ze goscie nie moga sie zdecydowac czy ja (I pare innych osob) mamy pelnic zadania wysokiego managementu (strategie, sranie w banie, wielkie decyzje), czy sredniego managementu (wymyslec konkretne rozwiazanie dogadac sie z technikami na realizacji). Obu funkcji na raz pelnic sie nie da – zwlaszcza w ciagu 8-10h, ktore mam ochote poswiecac na prace. Jakies pomysly jak te sprawe rozwiazac?