COCO CHANEL

Siedze w metrze I zastanawiam sie co napisac o wlasnie obejrzanym filmie?

Nie moge powiedziec, ze mnie zachwycil, bo oczekiwalam, ze bedzie w nim wiecej uczuc niz bylo. Nie moge napisac, ze mi sie nie podobal – bo przyznam – acz niechetnie – ze moja nieumubiona Amelia stworzyla w nim ciekawa kreacje.

Krotko mowiac – to co dotad slyszalam o Chanel bylo barziej tragiczne. Film jest o panience z czystego sierocinca, ktora potem troche spiewala, przygruchala sobie “mecenasa” a potem zaczela wybrzydzac, bo gosc nie chcial jej wziac na salony. Poza tym – jak sie wydaje – dal jej wszystko – milosc, dowcip, bezpieczenstwo. Coco zakochala sie w innym, ale ten mial ja za utrzymanke, bo zone to jednak z kasa trzeba miec, ale zmotywowal do dzialania. A potem zabil sie w aucie.

Losy Chanel slyszeli chyba wszyscy – ciekawe jest to, ze dla mnie jej historia jest w filmie opowiedziana wlasnie tak bez entuzjazmu.

Ale moze wlasnie takie jest prawdziwe zycie? Bez fajerwerkow zalosci czy extazy?

Jezeli tak wlasnie bylo – zycie Coco toczylo sie troche na granicy desperacji a troche nudy. Chanel w mojej glowie wyglada jak na filmie, ale chce wierzyc, ze byla ciekawsza.

Leave a comment