GIBBON

Sprawy w pracy posuwaja sie w bardzo niewlasciwym kierunku. Wszystko jest top, mega sicret wiec nie moge nic napisac. Tylko to, ze mnie to drazni i smuci i demotywuje.

Czuje sie jak taki gibbon z dyndajacymi rekami do samej ziemi a te dlonie obijaja sie o kamyki i taka leze znudzona. Juz mi sie nie chce tlumaczyc, mysle, ze za bardzo rozeszlismy sie w rozumowaniu a oni daza do zrealizowania zupelnnie innego celu niz ten, ktory jest oficialny.

Wystapila pustka duszowa, ktora usilowalam przespac. Polozylam sie o 19:40 liczac na to, ze przespie do rana. Napisal Pan Boski i nici z bembenka. Dobrze, bede walczyc z artytulem do szkoly. Chce go skonczyc do niedzieli a tu dopiero tak polowka stuknela, wiec mam co robic. Obijam sie jednak o wielkie gibbonowo-ukropowe: bardzo mi sie nie chce.

A bedzie gorzej. Jutro jade do Blavy. W Blave bedzie pewnie 40C w cieniu. Na szczescie mamy w domu klimatyzacje.

NIe cierpie stanu obecnego stanu duszy, takiego zabijcie mnie niech sie nie mecze…

Leave a comment