Jest troche wczesnie, ale to dlatego, ze o 5 rano Pan Boski wyjechal do Bratyslawy, chcialam z nim chwile pobyc, dlatego wstalam o tak troche niestandardowej porze. Juz go nie ma.
Podziwiam go za te cotygodniowe wycieczki na trasie Bratyslawa – Praha – Bratyslawa. Ja bym sie pociela a on jest twardy jak zolnierz. Z drugiej strony jak Boski nie jest w ruchu to mu sie petelka na bereciku zawiazuje, wiec moze to dobrze, ze ma meczace zajecie:)
Boski spelnia w moim zyciu jedna fundamentalna funkcje – jest moim rycerzem. Broni mnie przed wymyslonymi problemami. Odpedza te wielkie smoki, ktore zwykle chca mnie zjesc jak jestem sama. A tych jest, jak wiemy, sporo.
Jak w nocy nadchodzi wielki strach nalezy dorwac Boskiego i przytulic sie do niego maksymalnie wielka powierzchnia. W tym momencie Boski walnie gdzies swoja wazaca tone (conejmniej) lape i juz czlowiek zaczyna rozwiazywac nowy problem – jak sie nie udusic, albo nie odksztalcic a wymyslone leki sa tadam.
Ostatni, meczacy, weekend Siostrunia skwitowala krotko: NUDZI SIE. No fakt. Chyba sie nudzil niezmiernie, bo ja juz 3 tydzien w zasadzie nie wychodze z domu a on stara sie jak moze wytrzymac ze mna.
Bosciunio to taki pies podworkowy co jest najszczesliwszy jak troche pada snieg a on moze obleciec cala okolice z wywalonym jezorem. Ja jestem domowym burkiem, ktory najbardziej to lubi cieplo i kanape w domu, ale ten wielki pies na lancuchu przyzwyczajen bardzo mu imponuje, wiec czasem przebiegnie sie razem z nim. Juz lata negocjujemy granice: jak krotka wycieczka jest atrakcyjna dla niego i jak dluga nie zniecheci mnie.
Boski ma przyjechac w piatek wieczorem a ze wzgledu na swieto narodowe we wtorek i obowiazki sluzbowe w poniedzialek zostanie w Pradze cale 4 dni. Musze go wypedzic w gory jakies albo cos, zeby sie dotlenil, odprezyl i przestal meczyc siebie i mnie nieustannym sprzataniem niewidzialnych paprochow. Wole go miec szczesliwego niz caly czas obok siebie.