Jestem goscinnie w Bratyslawie. Pan Boski mieszka tu juz od nieomal 2 lat, ja mieszkalam 9 miesiecy. Dzisiaj zdarzyla sie historia, ktora jak wisienka na torcie utwierdzila mnie w przekonaniu, ze z kultura slowakow cos jednak jest nie tak. Warto dodac, ze mieszkamy w centrum, nieopodal dworca glownego, wiec zadne zadupie…
Na poczatek pare przykladow milego zachowania poludniowych sasiadow:
– ktos rozbil stojacym obok znakiem drogowym przednie szklo naszego auta (podstawka, nie znakiem samym, wiec to nie byl wiatr ani przypadek)
– ukradli nam lusterko i antene
– w drugim aucie 2 razy zamazali boczne okno bardzo trudnzm do usuniecia sprejem (nawet w serwisie mieli problemy)
generalnie auto na slowackich tablicach jest tolerowane lepiej niz to na czeskich, ktore tlumaczy tylko to, ze jest male, wiec nie musza zazdroscic…
a dzisiaj ta wisienka. Wybralismy sie do Auparku – to jeden z dwoch sporych kompleksow handlowych w centrum Bratyslawy. Trudno tam zapakrowac. Zaparkowalismy pod jakims nieokreslonym znakiem, nie do konca przekonani, ze tak mozna. Dlatego bardzo nas ucieszyl widok wolnego miejsca parkingowego.
Pan Boski wrocil po auto, ja stanelam na tym wolnym miejscu, zeby miec pewnosc, ze nikt tam nie wjedzie.
Pomylka, prosze panstwa! To, ze stoje na miejscu parkingowym nie oznacza zdaniem Slowaka, ze miejsce jest zajete. Nie ma tam przeciez auta. Tlumaczylam, ze maz zaraz przyjedzie. Co go to kurwa obchodzi, nie mam auta to mam wypierdalac, jego zona tam stala wczoraj, wiec to jego miejsce. I gosc zaczal wjezdzac. To mnie oczywiscie nie przekonalo. Wiec zaczal na mnie krzyczec, ze mam sie na jego aucie nie opierac, ze zadzwoni po policje. Poprosilam, zeby od razu po policje pojechal, przynajmniej zaoszczedzimy troche czasu. Potem wyrzucil zone w ciazy z auta, ktora mnie miala przekonac, ze to miejsce jest ich. No jasne, super argument. Moglam sie rzucic pod kola, ale jednak nie jestem Konradem Walenrodem. Jak Boski przyjechal bylam juz zapchana do srodka tego miejsca a przedluzanie dyskusji nie mialo wiekszego sensu.
I niech mi nikt nie mowi, ze kultura, sposob bycia nie jest domena nacji, ale jednostek. Bo to jednostki tworza nacje a 20 razy to nie przypadek, ale przyzwyczajenie…