TAK JAK W DOMU

Po przyjezdzie do Blavy w ubiegla sobote musialam sie smiac. Pan Boski mial balagan. Tak. Najnormalniejszy na swiecie balagan. W lazience rosly bananowce, ksiazki lezaly bez ladu i skladu, reszta mieszkania tez nie wygladala najlepiej.

Ten sam Pan Boski, ktory zwykle tresuje mnie jak pieska po przyjezdzie do Pragi, w Blave najwyrazniej nie dostaje wysypki na widok nierowno odlozonej ksiazki.

Powiedzialam mu, ze ma niezly czolg, ale ze smiechem, bo faktem jest, ze na mnie balagan nie robi takiego wrazenia jak na moim slubnym.

W ciagu mojego pobytu stopniowo kazdy z nas robil to co lubi: ja wypralam wysypujacy sie pojemnik na pranie, poskladalam ksiazki tematycznie i pod linijke, postaralam sie aby nie uschly kwiatki. Poza tym oczywiscie gotowalam, pieklam czyli standard.

Boski stopniowo zaczal odkurzac, przekladac przedmioty na z gory upatrzone miejsca a nawet umyl lazienke (tej w Blave nie znosze myc).

Ciekawe jest, ze pomimo iz mieszka tutaj (przynajmniej jeszcze jakis czas) tylko on, balagan bynajmniej* nie powstal w tym tygodniu, a ja najprawdopodomniej nie zawitam tu przynajmniej do konca roku, mialam wrazenie, ze jest lekko przywkuriony, ze tez musi sprzatac.

Spytalam sie go dlaczego teraz nagle zaczal sprzatac i jeszcze podejmuje lekkie proby wywolania we mnie wyrzutow sumienia, ze nie zrobilam tego komplet sama. Co sie okazalo?

Bo jak jestem tutaj to to jest dom i musi byc posprzatane. A jak mnie nie ma to to nie ma znaczenia.

Wiec to chyba jest komplement, ze mnie terroryzuje?

___________

* wiem, ze “bynajmniej” to partykula a “bynajmniej nie” to podwojne zaprzeczenie, ale nikt jej wlasciwie nie uzywa.

Leave a comment