Jednym z nabardziej udanych prezentow gwiazdkowych, ktore dostalam byl szybkowar. Dzisiaj po raz pierwszy postanowilam go wyprobowac.
Udalam sie na daleka wycieczke do masarni po miesko wieprzowe a potem do chinskiego warzywniaka (inne niz chinsko/wietnamskie nie wystepuja w czeskiej przyrodzie) po cebule i papryke. Potem pod skypowym okiem Siostruni staralam sie przekonac machine piekielna, zeby dzialala jako szybkowar. Nie jestem tak zupelnie przekonana, ze mi sie to udalo, bo miesko wyszlo miekkie, ale sosik przypomina bardziej zupe gulaszowa niz gulasz, ale dobre to to jest, dlatego niniejszym pierwsza produkcje uznaje za zaliczona.
Mysle, ze Siostrunia musi miec czasem wrazenie, ze jestem lekko niedorozwinieta jak sie pytam na rozne bardzo szczegolowe zagadnienia zwiazane z roznymi tajemnicami gotowania, w przypadku szybkowaru napisala:
“no wiesz, czlowiek sie nie rodzi z umiejetnoscia obslugi szybkowara, ucz sie, ja wiecznie zyc nie bede, a do grobu ze sobÄ… tej wiedzy brac nie chce”
i tego sie trzymam 🙂
Â
Moj dzisiejszy widok z okna:

Balwanek, ktorego postawilam (przez okno!!!) na dachu Boskich starszych:
