tydzien jest jak wiadomo krotszy od weekendu, ale w moim wypadku jakos bardziej. Ciesze sie i ciesze az przyjedzie Boski a potem rach ciach i Boskiego niet.
Teraz jeszcze jest i kisi sie w wannie, ale za godzine pojde go wyprowadzic na dworzec. Bardzo to niesprawiedliwe miec i nie miec Boskiego, skoro jest. Choc w sumie, chwalmy laki umajone, ze po hmm.. ponad 9 latach ciagle sie z nim nie nudze i ciesze sie, ze niedlugo przybedzie. Palma mu czasem odbija dokumentnie, ale jak dotad nie znalazlam lepszego modelu na ewentualna wymiane;)
Zrobie mu herbatke z tego korzenia co nie pamietam jak sie nazywa (zazwor, ginger) i miodu, zeby wiedzial, ze lubie jak tutaj jest.