W moim bloku jest piekarnia. Przed piekarnia taras na ktory sie wchodzi przez takie powiedzmy przewezenie a potem mozna wejsc do piekarni.
Weszlam do piekarni tylnym wejsciem, zeby grzecznie ustawic sie w kolejce. Tyle, ze tam juz stal 2 m (mlody, przystojny) pan, ktory wybieral bulke. Cale jestestwo pana wybieralo bulke a ja stalam w drzwiach piekarni, bo sie nie dalo wejsc, mimo iz byl sam (normalnie moze stac ok 5 osob)
Pan kupil bulke, wyszedl, ja kupilam pol chleba i podarzylam za nim. I co sie okazalo? ze nie moge wyjsc z tego tarasu, zeby wrocic do domu, bo pan stal w przewezeniu i nie dalo sie wyjsc. Stal i decydowal czy pojdzie w lewa czy w prawa strone. Ja wiem, moze 20s
Przyznam, ze w takich sytuacjach lubie konformizm. Jesli caly swiat obok mnie porusza sie z predkoscia X oczekuje, ze czlowiek przede mna rowniez bedzie sie z taka predkoscia poruszal a nie narzuci slimaka X/3. Lubie jak ludzie stoja w metrze z prawej strony (w kierunku jazdy) a nie wystaja jak zabek i trzeba ich obchodzic. itd itd.
Znowu mi sie zgubila tolerancja, co?